Reklama
  • Środa, 1 marca (11:05)

    Otylia Jędrzejczak. Czy swemu synowi da imię po bracie?

Zakończyła sportową karierę 2 lata temu. Pełną zwycięstw, medali i rekordów. Potem potrzebowała czasu na to, żeby odnaleźć się na nowo w życiu i uwierzyć w siebie. Teraz staje przed jeszcze ważniejszym wyzwaniem – macierzyństwem!

Reklama

– Za kilka miesięcy będę mamą – potwierdza szczęśliwa Otylia Jędrzejczak (33). – Ekscytacja wzrasta z każdym tygodniem, ale do macierzyństwa zamierzam podejść jak do zawodów. Pilnie się przygotowuję! Najbardziej chyba cieszą się z tego jej rodzice, Krystyna i Piotr Jędrzejczakowie. Wreszcie w życiu ich córki na pierwszym miejscu będzie rodzina. Od dawna dyskretnie sugerowali, żeby pomyślała o domu i dzieciach. By nie zapominała, że poza sportem istnieje jeszcze inne życie.

– Bardzo długo traktowałam córkę jak dziecko – przyznaje pani Krystyna. – I cierpliwie czekałam aż stanie się kobietą i obdarzy nas wnukami. To najlepszy prezent, jaki mogliśmy otrzymać. Otylia niechętnie rozmawia o ciąży. Długo udało się jej utrzymać radosną nowinę w tajemnicy. Ciążę wypatrzyły jej studentki podczas zajęć na warszawskiej AWF i zapytały wprost.

– Jestem zwolenniczką życia w prawdzie – tłumaczy. – Potwierdziłam więc ich podejrzenia. Przyszła mama przynajmniej na razie nie zamierza zdradzać, kim jest jej partner. Przyznaje, że od roku jest zakochana. Robi to z przekory, bo gdy w przeszłości opowiadała o związkach, a były co najmniej cztery, uczucia szybko gdzieś wyparowywały. Kilka razy żaliła się nawet, że jest już zmęczona nieudanymi związkami. Na szczęście wreszcie trafiła na kogoś właściwego. Nieoficjalnie wiadomo, że jest to przystojny brunet, pochodzi z Krakowa i ma na imię Paweł. Nasza pływaczka ma romantyczną duszę i nierzadko widok kobiety z dzieckiem sprawiał, że bardzo chciała być matką.

Myślała o skromnym domu pod lasem, dwójce dzieci

– Byleby były zdrowe – zwierzała się. – Ale jeśli nie będą, to też będą moje. Uwielbia wszystkie dzieci, jednak specjalne miejsce w jej sercu zajmują chore. Od lat bardzo silnie jest związana z kliniką onkologiczną dla najmłodszych we Wrocławiu. Często swoje sportowe trofea wystawia na licytację, a zebrane w ten sposób pieniądze przekazuje na pomoc maluchom walczącym z nowotworami. – Mam dla nich szczególnie ciepłe uczucia – podkreśla.

– Uczę się od nich radości z każdej chwili życia. One wiedzą, jak ważna jest nawet jedna godzina bez bólu. Ona też swoje wycierpiała. Na przełomie 2005 i 2006 roku kilka miesięcy spędziła w szpitalnym łóżku. Były to konsekwencje wypadku samochodowego. Tragicznego.

Jej jedyny brat, 19-letni Szymon, który jechał wtedy razem z nią, miał mniej szczęścia niż ona. Zginął na miejscu. Cały świat naszej mistrzyni w jednej chwili legł w gruzach. To wtedy na długie godziny zostawała na szpitalnym łóżku sama ze swoimi myślami, ogromnym bólem, niepowetowaną stratą i poczuciem winy. – Nawet do rodziców nie dzwoniłam całymi dniami – przyznaje. – Ale oni wiedzieli, że moja miłość do nich się nie zmieniła, tylko przyszła na mnie pora milczenia. Mama i tata są najważniejszymi dla niej osobami. Uważa, że lepszych rodziców nie mogłaby sobie nawet wymarzyć. Nigdy nie była przez nich rozpieszczana, ale za to bardzo kochana. Rodzice dali jej ogromne poczucie bezpieczeństwa i pełną akceptację.

To wszystko wkrótce będzie chciała przekazać swojemu dziecku

Kiedy zaczęła osiągać sportowe sukcesy, nie pozwalali jej zadzierać nosa, tylko pokazywali, w którą stronę powinna iść. – Dzięki nim jestem dziś tym, kim jestem – podkreśla nasza pływaczka.

– Ufam im bezgranicznie. Konsultuję z nimi wszystkie życiowe decyzje. Dlatego żadna nie była trudna, bo wiedziałam, że są odpowiednie. Na nią rodzice też zawsze mogli liczyć. Gdy dowiadywała się, że któreś z nich choruje, przerywała treningi i jechała do rodzinnego domu. W ostatnich latach wspierała tatę, u którego stwierdzono cukrzycę. Po rodzinnej naradzie ustalono podział obowiązków. Pani Krystyna, mama Otylii, została domowym diabetykiem, a ona opracowała system ćwiczeń dla ojca. – To był rewanż po latach – śmieje się pływaczka.

– Tato od młodzieńczych lat zmuszał mnie do ćwiczeń. Czasem mu to wypominam. Mimo zakończenia kariery długo nie miała czasu na prywatne życie. Skończyła trzeci kierunek studiów, pracuje jako wykładowca na AWF w Warszawie, prowadzi cykl szkoleń dla dzieci, pisze doktorat, zarządza fundacją. Sprawdziła się jako matka chrzestna, bo ma wspaniałą chrześnicę i ukochanego chrześniaka. Do tej pory w nich lokowała swoje matczyne uczucia. Ona sama po urodzeniu dziecka wcale nie zamierza zamykać się w domu.

Od najmłodszych lat czuje powołanie do macierzyństwa. Pamięta, że kiedy była małą dziewczynką i bawiła się lalkami, miała jedną, którą przebierała, wkładała do wózka i traktowała jak żywe dziecko. Nigdy też nie zapomni, że miała 3 lata, gdy urodził się jej brat. Wtedy od razu poczuła się za niego odpowiedzialna. Gdy tylko zapłakał w nocy, budziła się i starała go uspokoić. Niebawem sama będzie tulić swoje maleństwo. Kto wie, może kiedy urodzi chłopca, da mu na imię Szymon? Po ukochanym bracie…

JA

Zobacz również

  • Choć w sporcie osiągnęła wszystko, prywatnie nie była szczęśliwa. Teraz ma jednak dla kogo żyć. Z kochającym mężczyzną u boku zakłada rodzinę. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.